Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosmetyki. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 stycznia 2016

Naturalne Syberyjskie Czarne Mydło BABUSZKI AGAFII

Cześć!


Jako wielka fanka naturalnych kosmetyków, szczególnie syberyjskiej firmy Agafia, chciałabym dziś powiedzieć wam parę słów na temat Naturalnego Syberyjskiego Czarnego Mydła na bazie aż 37 ziół. Mydło swoją barwę zawdzięcza dziegciowi i brzozowej hubie. I mimo niezbyt ciekawego koloru - zgniłozielonego, jeśli patrzymy pod światło - ma również bardzo przyjemny zapach.



Jak wspomniałam wcześniej, w skład kosmetyku wchodzi 37 ziół i innych naturalnych składników np. pyłku kwiatowego. Wymienione zostały na papierowym dodatku pod wieczkiem, ale niestety nie po polsku. I jako, że jest ich naprawdę duuużo, wymienię tutaj tylko ich nazwy, a jeśli chcecie się dowiedzieć jakie są ich właściwości, odsyłam was do uzyskania dokładniejszych informacjami na stronach skarbysyberii.pl i kosmetyki-ekologiczne-sklep.com.pl

Wyliczankę czas więc zacząć. 500 ml przezroczysty słój specyfik u zawiera wyciągi z: uczepu trójlistnego, krwawnika pospolitego, pokrzywy zwyczajnej, rumiankupospolitego, szałwii, glistnika jaskółcze ziele, melisy, miodunki plamistej, żywicy sosnowej, mącznicy lekarskiej, krzyżownicy syberyjskiej, omanu wielkiego, pączków czarnej olszy, różeńca górskiego, mchu dębowego, brodaczki, świerku syberyjskiego, szczodraka kroszkowatego, prawoślazu lekarskiego, mydlnicy lekarskiej, lukrecji gładkiej, oleju cedrowego, oleju sojowego, oleju lnianego, oleju z rokitnika ałtajskiego, oleju pichtowego, oleju z szarłatu zwisłego, oleju z łopianu, oleju z dzikiej róży, oleju z jałowca pospolitego, dziegciu, ałtajskiego wosku mineralnego, pyłku kwiatowego, włóknouszka ukośnego in. czagi brzozowej, modrzewia syberyjskiego i oleju kamiennego.


Niektóre składniki, takie jak np. dziegieć, rumianek pospolity, olej lniany, szałwia, mydlnica lekarska są mi dobrze znane ze swoich właściwości. Można powiedzieć, że ten produkt jest takim odwołaniem do dawnych czasów, gdzie nie było kosmetyków i ludzie leczyli i pielęgnowali się właśnie ziołami :)

Wg. producenta, mydło można stosować do pielęgnśśacji ciała i włosów. Jest szczególnie polecane osobom z problemami skórnymi takimi jak łojtok, egzema, łuszczyca.


Na początku swojego postu napisałam dwie wykluczające się informacje. Najpierw, że mydło jest czarne a później zgniłozielone, jeśli patrzymy pod światło. Chciałabym tutaj podkreślić, że nic sobie nie zmyśliłam. Mydło tak na prawdę czarne, w swojej czerni jest tylko z nazwy. Jego prawdziwy kolor, to zgniłozielony ale tyko w małej ilości. W większej, jeżeli patrzymy w opakowanie jest po prostu czarne. Cóż nie będę się rozwodzić nad kolorem bo to przecież nie jest najważniejsze. 

Jego konsystencja jest gęsta, żelowa. Wśród niej umieszczono prawdziwy liść brzozy. Mydło kremowo się pieni i jest bardzo wydajne. I tak jak poleca producent zastosowałam je na kilka sposobów - na całe ciało, na twarz, włosy, także w miejsca po depilacji. Sprawdziło się we wszystkich wariantach. 


Nie wysuszyło, nie ściągnęło ani nie podrażniło mojej skóry. Jego zapach unosił się jeszcze jakiś czas po zastosowaniu. Włosy były uniesione u nasady, skalp nie był wysuszony, łupież także nie wystąpił. Co więcej włosy były niby suche ale takie ciężkawe, jakby do końca nie wyschły. Takie wrażenie miałam tylko po użyciu tego produktu. Mimo to, efekt ten spodobał mi się, bo moja czupryna wyglądała na zdrową, puszystą i ogarniętą. U mnie ten produkt się sprawdził. Ciekawa jestem czy u was też :)

Jego cena nie przekracza 30 zł za 500 ml. Myślę, że jest to dobra cena :)


Paulina

sobota, 12 grudnia 2015

Chmielowo-drożdżowy normalizujący szampon JOANNA

Cześć!

Dziś parę słów o szamponie przeznaczonym dla włosów przetłuszczających się. Każdy kto robił sobie kurację drożdżową w postaci mikstury, łykał drożdżowe piguły albo chociaż korzystał z drożdży wie, że te grzyby mają specyficzny słodkawy zapach. Podobnie pachnie ten szampon. Osobom, które zwracają większą uwagę na zapach stosowanych przez siebie kosmetyków aromat wydobywający się z tej butelki może nie przypaść do gustu. A szkoda, bo szampon w swoim działaniu jest jak najbardziej ok.

Mam długie włosy i często noszę je związane, ponieważ rozpuszczone szybciej stają się kluchowate i nie wyglądają ładnie. Jednak stosowanie tego produktu na zmianę z Kallosem poprawiło znacznie ich kondycję. Szampon zawiera drożdże piwne, które jako bogate źródło witamin z grupy B i aminokwasów wpływają regulująco na procesy zachodzące na skórze głowy oraz chmiel, wykazujący działanie wzmacniające i przeciwłojtokowe. Efektem regularnego stosowania mają być dokładnie oczyszczona skóra głowy, puszyste, lekkie i pełne życia włosy, które pozostają dłużej świeże. 


Czy tak się stało?
Szampon spełnił wszystkie moje oczekiwania. Przede wszystkim włosy są dłużej świeże. Nie plączą się, pięknie rozczesują, nie było też reakcji alergicznej w postaci swędzenia. Czy są "pełne życia"? Może i tak ale przy tym bardzo karne bo bez problemu dały się ujarzmić. 

Sam szampon dobrze się pieni, bez problemu spłukuje. Wygodne opakowanie (300ml) sprawia, że można postawić je do góry dnem i wydostać produkt do ostatniej kropli. Konsystencja mogłaby być troszkę gęstsza ale nie ma stężenia wody, więc nie ma tu tragedii. Chyba jednym minusem tego szamponu jest zapach. Jest taki mdląco-gorzki, trochę mi przeszkadza, ale na szczęście nie jest taki intensywny na włosach. Później nawet znika albo przestaję zwracać na niego uwagę.

Produkty firmy Joanna z serii Tradycyjna Receptura były dostępne w Biedronkach pod koniec lata. Ale tutaj minus dla sieci supermarketów bo nie było wszystkich wariantów nie tylko szamponów ale i odżywek, dlatego w moje ręce dostał się tylko szampon. Odżywki odpowiadającej szamponowi szukałam w innych sklepach ale nie było tam nawet nic z tej serii.  Mimo to na rynku za niewielką cenę (ok.5-6 zł) dostępne są wersje: miód i proteiny mleczne (włosy suche i zniszczone), żółtko i kiełki pszenicy (włosy farbowane i rozjaśniane), skrzyp i rozmaryn (włosy cienkie, delikatne, ze skłonnością do wypadania), tymianek i tatarak (włosy z łupieżem).

I jeszcze jednak sprawa. Przeglądałam stronę producenta i zauważyłam, że te same dane na opakowaniu ma normalizujący szampon z ekstraktem z chmielu i drożdży piwnych z serii "Z Apteczki Babuni". Różnica jest tylko w składzie, o ile ten sam składnik może nie mieć innej nazwy. Przypadek? To trzeba rozsądzić.


Skład:
Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Glycereth-2 Cocoate, Cocamidopropylamine Oxide, Polyquaternium-7, Allantoin, Faex Extract, Humulus Lupulus Cone Extract, Propylene Glycol, Alcohol Denat, Disodium EDTA, Citric Acid, Parfum, Hexyl Cinnamal, DMDM Hydatoin, Methylchloroisothianolinone, Metyhlisothiazolinone.

A wy? Mieliście produkt z tej serii? :)

Pozdrawiam, Paulina

środa, 21 października 2015

Żel-peeling pod prysznic BEBEAUTY Bali SPA

Cześć wszystkim :)

Dziś mowa o zdenkowanym już, żelu pod prysznic Bali, który jest stale dostępny na biedronkowym dziale kosmetycznym. Ten produkt szybko stał się moim ulubieńcem. Przede wszystkim przyciągnął mój wzrok interesującą szatą graficzną opakowania (gwoli ścisłości - zarówno ten jak i inne żele z serii SPA, mają zmienione butelki i etykiety; zawartość dalej jest ta sama :)) Kolejną rzeczą, która sprawiła, że stał się dla mnie atrakcyjny to to, że zawiera drobinki ścierające - delikatny peeling. Mój wybór padł więc nieprzypadkowo. Kupiłam go podczas trwania nieznośnych upałów. Jego kwaskowaty zapach oraz właściwości ścierające okazały się być w sam raz na gorące dni.


Według producenta, żel zawiera ekstrakt z awokado, mający właściwości regeneracyjne, nasiona moreli peelingujące skórę, a także odżywiające i nawilżające minerały z wód termalnych i ekstrakt z owoców egzotycznych. Szczerze mówiąc to nie zauważyłam żeby działał jakoś nadzwyczajnie. Na pewno po prysznicu z tym żelem, czułam się odświeżona. Zapach, jak wyżej wspomniałam, wydaje mi się kwaskowaty, nie czuję w nim nut awokado ani owoców egzotycznych tylko baardzo soczystej gruszki. Niemniej jednak jest bardzo przyjemny i nie mdlący na dłuższą metę oraz chwilę po prysznicu utrzymujący na skórze.



Opakowanie jest wykonane z przezroczystego i raczej miękkiego plastiku. Można więc kontrolować ubywanie produktu. Zamknięcie jest solidne ale nie sprawiające problemów. Co więcej można na nim postawić butelkę w celu wygarnięcia resztek. Jeśli zaś chodzi o sam produkt, to jest on raczej z tych rzadszych, ale nie leje się jak woda. Mieści w sobie bardzo dużo ścierających drobinek. Jakoś rzadko stosowałam go od razu na skórę. Jestem z tych osób, które nalewają produkt na szorstką część gąbki i energicznie pocierają nią skórę. Stąd nie mogę dokładnie stwierdzić właściwości peelingujących tego żelu. Z pewnością nie jest ostry i nie działa inwazyjnie na skórę. Oprócz tego dobrze się pieni i po wylaniu dużego kleksa na gąbkę byłam w stanie w całości się namydlić. Dlatego z czystym sumieniem mogę określić go jako wydajny. Cena też nie jest mocno wygórowana, za 300 ml zapłaciłam nieco ponad 4 zł.

Skład:
Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Polyethylene, Cocamidopropyl Betaine, Parfum, Laureth-3, Styrene/Acrylates Copolymer, Butylene Glycol, Phenoxyethanol, Actinida Chinesis Friut Extract, Magnifera Indica Fruit Extract, Cocos Nuicifera Fruit Extract, Propylene Glycol, Persea Gratissima Fruit Extract, Sodium Benzoate, Gluconolactone, Calcium Gluconate, Prunus Armeniaca Seed Powder, Acrylates/C-10-30 Magnesium Nitrate, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Sodium Chloride, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, CI 19140, CI 14720.

Polubiłam go i zaczęłam drugą butelkę. Z pewnością będę go często stosować :) A wy? Co sądzicie o tym produkcie? Swoje zdanie umieśćcie proszę w komentarzu :)

Paulina

piątek, 16 października 2015

Nawilżający balsam do ciała z d-panthenolem BIELENDA

Witajcie w słoneczny piątek :)

Dziś chciałabym się z wami podzielić moją opinią na temat nawilżającego balsamu do ciała z d-panthenolem Bielenda z serii skin clinic professional. 


Firmę Bielenda znam i lubię od bardzo dawna, dlatego nie przeszłam obojętnie obok jej nowości. Na dworze robi się coraz chłodniej a skóra szybko się wysusza, pęka i piecze. Dlatego warto sięgnąć po balsam-opatrunek. Producent wprowadził na rynek dwa warianty: nawilżający dla skóry suchej i normalnej oraz odżywczy dla skóry bardzo suchej. Ja zdecydowałam się na pierwszy. 

Od producenta:
Na odwrocie czytamy: wyjątkowy balsam do ciała o bogatej konsystencji i przyjemnym kremowym zapachu, przeznaczony do codziennej całorocznej pielęgnacji każdego rodzaju skóry, zwłaszcza suchej i normalnej. Receptura balsamu opiera się na silnych naturalnych substancjach nawilżających tzw. humektantach, które mają zdolność do wiązania i zatrzymywania wody, odpowiadają za właściwe nawodnienie naskórka. Balsam oparty jest na technologii dermalnego opatrunku mającego trwać 48 godzin. Działanie balsamu nastawione jest na kumulowanie wilgoci w naskórku i ograniczenie jej migracji. Balsam zapewnia odpowiedni poziom nawilżenia skóry, poprawia jej kondycję, jędrność i elastyczność, zmiękcza i wygładza szorstki naskórek. Działa jak opatrunek - daje odczucie ochrony, komfortu i otulenia skóry. Formułę balsamu wzbogacono d-panthenolem i alantoiną.


Moja opinia:
Po regularnym stosowaniu balsamu nie sposób nie zgodzić się z obietnicami producenta. Balsam świetnie nawilża wyjątkowo suche partie ciała. W moim przypadku były to nogi i łokcie. Po kilku użyciach zauważyłam poprawę. Co więcej szybko się wchłania, pięknie pachnie i nie klei się do ubrań. Aplikuję go zwykle po wieczornym prysznicu więc nie muszę długo czekać by założyć piżamę. Konsystencja balsamu jest gęsta ale nie tępa, więc nie ma problemu z dokładnym rozsmarowaniem. Muszę zwrócić uwagę na jego niesamowitą wydajność. Nie trzeba go wiele by dokładnie pokryć daną część ciała :) Balsam zamknięty jest w plastikowej, białej butelce o pojemności 400 ml. Ma wygodne zamknięcie typu klik, na którym bez problemu można postawić butelkę do góry nogami po to by wydobyć resztki. Dodatkowym plusem jest atrakcyjna cena. Za 400 ml produktu zapłaciłam 12 złotych.




Skład:
Aqua(Water), Glycerin, Ethylhexyl Cocoate, Ethylhexyl Stearate, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Petrolatum (Nota N), Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Cetearethe-18, Cyclopentasiloxane, Panthenol, Allantoin, Sodium Lactate, Dimethicone, Sodium Polyacrylate, Propylene Glycol, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, DMDM Hydration, Parfum (Fragrance), Butylphenyl Methylpropional.

A wy? Macie? Używacie? Dajcie znać w komentarzu :)

I jeszcze piosenka na rozluźnienie :)


Paulina

środa, 7 października 2015

Dziegciowa oczyszczająca maska BANIA AGAFII

Część. Zanim opiszę efekty działania maski, najpierw w ogóle napiszę dlaczego zdecydowałam się na jej zakup.

Jakiś czas temu moja znajoma zmieniła nazwę, lokalizację i formę swojego sklepu kosmetyczno-higienicznego. Powstała drogeria z prawdziwego zdarzenia. W związku z tym wydarzeniem, przewidziano różne atrakcje dla klientów. Jedną z nich było profesjonalne aparaturowe badanie skóry. Dzięki temu dowiedziałam się, że moja cera z przesuszonej i wrażliwej zmieniła się w tłustą w strefie T i suchą na policzkach. Zalecono mi odpowiednie kosmetyki, o których szerzej będzie w następnych postach.


Ostatnio, prawdopodobnie przez zmianę żywienia strasznie wysypało mnie na twarzy. Krostki nie bardzo chciały się goić. I jak już je trochę zaleczyłam to w moje ręce wpadła dziegciowa maska oczyszczająca i dwa inne produkty Agafii, których recenzje na pewno się tutaj pojawią. Z produktami tej firmy miałam styczność już wcześniej (szampon i maska do włosów - KLIK), więc byłam niemal pewna, że maska da pozytywne efekty. 

I dała. W życiu nie miałam takiej skóry na twarzy. Gładka ale taka lekko tępawa w dotyku, jakby pozbawiona tych wszystkich zanieczyszczeń. Oczyszczona, ukojona, zmatowiona i dodatkowo głęboko nawilżona. Wszystkie zaczerwienienia praktycznie znikły - te bardzo czerwone zbladły. I mimo, że nałożyłam ją (oraz zmyłam) wieczorem to na drugi dzień moja twarz nie świeciła się tak intensywnie jak zwykle.


A jeżeli chodzi o samą maskę to zamknięta jest w wygodnej i elastycznej tubie z korkiem o pojemności 100 ml. Konsystencję ma raczej gęstą. Kolor kremowy. Po nałożeniu na twarz nie spływa i raczej szybko zastyga, nie naciągając przy tym skóry. Zapach przyjemny dla nosa. Cena też jest fajna bo kosztowała mnie tylko 5 złotych. 

Maska zawiera przede wszystkim brzozowy dziegieć (to coś o czym czytaliśmy u Sienkiewicza, Orzeszkowej a nawet Sapkowskiego), który według producenta jest naturalnym antyseptykiem, normalizuje wodno-tłuszczowy bilans skóry (oj znormalizował!). Innymi składnikami są organiczny ekstrakt z szałwii i ałtajski miód, które tonizują i podnoszą elastyczność skóry, oraz sól rapa mająca za zadanie otworzenie porów i oczyszczenie skóry. Maseczka jest produktem zawierającym w pełni naturalne składniki i nie zawierającym SLS.

Skład:
Aqua, Dicaprylyl Ether, Butirospermum Parkii (Shea Butter), Organic Salvia Officinalis Leaf Extract (organiczny ekstrakt szałwi), Mel (ałtajski miód), Rapa Salt (sól rapa), Pix Liquida Betula (dziegieć brzozowy), Kaolin, Glyceryl Stearate, Organic Borago Officinalis Oil (organiczny olej ogórecznika), Cetearyl Alcohol, Sorbitane Stearate, Sodium Cetearyl Sulfate, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, Citric Acid.

Maskę można zakupić w Internecie oraz stacjonarnie na wyspach i sklepach z naturalnymi kosmetykami.

A wy? Mieliście do czynienia z tą maską? Zapraszam do komentowania :)

Paulina